Już pod koniec 2012 roku zostałem zapytany przez kolegów z branży czy nie mam ochoty wybrać się na ciekawe wydarzenie, którym była magiczna konwencja w Blackpool (Anglia). Co roku organizowany w ostatnim tygodniu lutego bardzo dużo zlot ludzi pasjonujących się tym samym – sztuką iluzji. Przyznam się, że nie byłem do końca przekonany czy podjąć decyzję do do wyjazdu, ale nie żałuję, że tam pojechałem. Było naprawdę WARTO.

 

19 luty 2013

 

Razem z kolegą wyjechaliśmy z Białegostoku do Wrocławia skąd następnego dnia mieliśmy samolot. Dodam, że w Anglii z Polski było 7 osób. Iluzjoniści (oraz jedna iluzjonistka) z całego kraju (Białystok, Warszawa, Toruń, Katowice, Gdańsk). Po przybyciu do Wrocławia spotkaliśmy się z jednym znajomym magikiem i poszliśmy do jakiegoś pubu w celu rozmów oraz czarowania. Do północy przybyli już na nocleg już wszyscy wyjeżdżający. Spanie i witaj przygodo następnego dnia.

 

20 luty 2013

 

Przylecieliśmy do Liverpoolu skąd pociągiem udaliśmy się do Blackpool. Nocleg okazał się bardzo przyjemny, fajne warunki oraz miła obsługa. Mieliśmy połowę dnia, bo dotarliśmy tam około 15stej, na zwiedzanie miasta. Nastawionego zresztą nieco na turystów. Co prawda nie był to sezon, ale nie nudziliśmy się.

 

21 luty 2013

 

Byliśmy wcześniej, bo kongres zaczynał się dopiero w piątek, także cały czwartek został na dalsze zwiedzanie i delektowanie się urokami Blackpool w oczekiwaniu na konwencję.

 

 

22 luty 2013

 

Wielce oczekiwany dzień. Początek zlotu. To co zobaczyłem przeszło moje oczekiwania. Tylu ludzi w jednym miejscu i to w dodatku kochający to co ja – iluzję. Niesamowite. W ogóle tegoroczny zlot był rekordowy jeśli chodzi o liczbę osób, które w nim uczestniczyły – 3400 iluzjonistów!!!

Podczas całego dnia (jak każdego kolejnego) sporo się działo: seminaria, pokazy, rozmowy w kuluarach i chodzenie po giełdzie rekwizytów. Może wymienię to co dla mnie było naprawdę warte wspomnienia.

 

Seminaria: każdego dnia było ich kilka. I niektóre nakładały się na siebie także nie sposób być na wszystkich. Tematy były przeróżne: od trików z kartami, poprzez lewitację, efekty z pierścionkami, monetami do numerów z chustami na scenę. Mi najbardziej do gustu przypadły z pierwszego dnia nauki Nicolasa Einhorna. Praktyczne wskazówki i triki do zastosowania w realnym świecie. Dodam, że najważniejsze z tych seminariów nie były (przynajmniej dla mnie) sekrety, a opowieści ludzi i historie z ich życia, które całe poświęcili iluzji. Bo w końcu od kogo mogę lepiej się uczyć niż od człowieka, który dłużej zajmuje się magiczną pasją niż ja mam lat? 😉

 

Poniżej zdjęcie z mistrzem lewitacji – Dirkiem Losanderem.

 

Iluzjonista Karol Sanetti i Dirk  Losander

 

 

 

Giełda rekwizytów. Oficjalnie w spisie było 119 stoisk z artykułami magicznymi. Wow. Coś niesamowitego. Były 2 sale (z jednej zdjęcie poniżej) oraz około 10 stoisk na balkonie. Można było znaleźć wszystko. Od małych iluzji z czymkolwiek, poprzez książki i inne materiały instruktażowe do dużych iluzji.

 

Akcesoria iluzjonistyczne

 

Gala Korei. Niesamowite przedstawienie sceniczne, które urzekło mnie bardzo. Wystąpili prawdopodobnie najlepsi manipulatorzy na świecie. Korea jest obecnie w czołówce magików jeśli chodzi o numery zręcznościowe. Często określani są jako roboty. Piękne, trudne do wykonania efekty z użyciem kart, piłeczek i innych w świetnej oprawie muzycznej z ciekawym pomysłem. Miło było patrzeć. Pomimo tego, że praktycznie co chwilę mogłem oglądać efekty z kartami czy piłeczkami byłem ciekawy co za chwilę zobaczę. Jako ostatni wystąpił Yu Ho Jin, czyli obecny mistrz świata z FISMu w 2012 roku jeśli chodzi o manipulacje.

 

I tak dobiegł końca pierwszy dzień pełen wrażeń. Zmęczony, ale podekscytowany udałem się spać w oczekiwaniu na kolejne przeżycia.

 

23 luty 2013

 

Giełda rekwizytów. Wydawanie kieszonkowego ciąg dalszy.

 

Mistrzostwa Brytyjskich Performerów w pokazach dla dzieci. O tym na pewno warto wspomnieć. Oglądałem 4 występy z 6ściu. Miłym rozwiązaniem było to, że jako jury mógł być każdy. To publiczność głosowała kto najbardziej się im podobał. Oczywiście w publiczności było sporo dzieci i chodziło o to, by one fajnie się bawiły. Podpatrzyłem kilka ciekawych zagrań oraz sposobów prowadzenia występów dla milusińskch.

 

Wayne Dobson oraz przyjaciele. Świetny iluzjonista, który jest obecnie mocno chory przez co jeździ na wózku… Kiedyś występował sporo w telewizji i nie tylko. Obecnie wspiera rozwój iluzji swoimi produktami i efektami. Pomimo choroby jednak w czasie przedstawienia prezentowanego przez zaproszonych przez niego gości humor mu dopisywał. I jak zwykle co jakiś czas wtrącił coś od siebie.

 

Międzynarodowa Gala Iluzji Scenicznej. Można było na niej zobaczyć bardzo zróżnicowane triki – od komediowych efektów, poprzez pojawianie gołębi do wielkich efektów. Mi najbardziej jak i większość osób z tego co wiem przypadł do gustu ostatni pokaz. Prince of Illusions. Występ, który zaprezentował zdobył na FISMie (mistrzostwa świata w iluzji) pierwsze miejsce w dużych iluzjach. Świetna muzyka, zaskakujące iluzje, piękne asystentki, ciekawa fabuła – to wszystko złożyło się na te show.

 

Seminaria. Z tego dnia najbardziej mi się podobał niesamowity i zwariowany David Williamson. Pomimo tego, że jego seminarium było po gali(skończyło się po północy) to przyszło naprawdę sporo osób. Pokazał kilka ruchów z kartami, ale jego osobowość kupiła wszystkich.

 

24 luty 2013

 

Seminaria z pokazów dla dzieci. 2 iluzjonistów, którzy mówili o występach dla najmłodszych. Jak je prowadzić, dobór efektów, marketing i inne niuanse.

 

Międzynarodowa Gala Mikroiluzji. Świetni wykonawcy prezentowali swoje małe iluzje. Cieszyło się to bardzo dużym zainteresowaniem. Wystarczy spojrzeć na zdjęcie niżej.

 

Publiczność iluzjonistów

 

Giełda rekwizytów. Już praktycznie z braku funduszy jedynie podziwianie dostępnych produktów… 🙂 A było trochę tego jak widać na fotografii załączonej niżej.

 

Akcesoria iluzjonistyczne

 

 

Międzynarodowa Gala Iluzji Scenicznej. Mi najbardziej przypadli do gustu: David Williamson oraz Marko Karvo. Pierwszy z nich przedstawił na swój zwariowany sposób pojawianie monet zza uszu dzieci oraz numer ze zwierzakiem, który znalazł wybraną kartę. Ale co on wyprawiał na tej scenie z pomocnikami z publiczności… Warto było to zobaczyć. Myślałem, że dostanę zakwasów od śmiania się. Drugi to Marko Karvo – gorąco wyczekiwany występ. Ja już widziałem go drugi raz. Pierwszy raz na kongresie w Łodzi w 2011 roku. Niesamowite!!! Pojawiał on gołębie, a na koniec 2 papugi, z czego ta większa przeleciała nad głowami publiczności. Wow. Po raz drugi dał świetny popis swoich umiejętności. Owacje na stojąco.

 

I tak dobiegła do końca jak do tej pory najlepsza moja przygoda jeśli chodzi o iluzję. Jest to bardzo skrócona wersja, szersza jest w głowie i wspomnieniach oraz ponad 300stu zdjęciach z wyjazdu. Myślę, że dzięki tej podróży zrobiłem stumilowy krok w moim rozwoju. Było WARTO!

 

Scena Opera House